Przejdź do głównej zawartości

Hipokryzja dorosłych, za którą cenę płacą dzieci i młodzież, czyli o kapitulacji dorosłych w kwestiach wychowawczych i przekazywaniu wartości. Esej psychofilozoficzny.

W ostatnich dniach coraz częściej słyszymy o tym, co się dzieje w szkołach oraz o agresji młodzieży czy dzieci. I potem dorośli z przerażeniem, reagując na takie wiadomości, zastanawiają się, co się dzieje z tą młodzieżą. Wielu obwinia za to bezstresowe wychowanie, a inni mędrcy internetowi głoszą, że kary cielesne to jedyna słuszna droga. Czy aby na pewno? A może w świecie niedojrzałości nie chcemy brać odpowiedzialności za wychowywanie, uciekając się do kar cielesnych? A może sami nie potrafimy przekazać wartości, sami nie wyciągamy lekcji z tego, jaki przykład dajemy dzieciom i młodzieży? A może sami skapitulowaliśmy w kwestiach wychowawczych i teraz ponoszą za to cenę dzieci i młodzież? Z tego powodu chciałem napisać esej psychofilozoficzny, w którym poruszę wiele kwestii związanych z odpowiedzialnością dorosłych za wychowanie, o kryzysie autorytetów i o świecie, w którym tylko chcemy mieć rację, ale coraz mniej ludzi chce być odpowiedzialnych.


Otwieramy Facebooka i tam masa postów na temat tego, co się dzieje w szkołach. Włączamy wiadomości, a tam mówią o agresji w szkołach. I nagle obwiniamy bezstresowe wychowanie, szkołę, internet, telefon, media społecznościowe, a może rówieśników. I być może możemy znaleźć w tym jakieś wytłumaczenie, ale czy na pewno? Cóż, mędrzec będzie szerzej patrzył na dany problem, poddawał go autorefleksji i wyciągał wnioski. Głupiec ignoruje fakty, rzeczywistość, uważa, że on wie lepiej i ma prawo do osądzania innych. Głupota jest gorsza niż samo zło. Ze złem można walczyć, a przed głupotą nie mamy żadnej obrony. O tym przekonywał nas Dietrich Bonhoeffer, który dostrzegał zjawisko, jakim jest głupota społeczna. Bezrefleksyjnie powielamy poglądy, przekonania, osądy, podporządkowując własny osąd, przekonanie czy pogląd grupie. Jeśli grupa pisze, że to wynik bezstresowego wychowania, my bezrefleksyjnie powielamy to przekonanie, nie racząc poddać tego osądu krytycznemu wnioskowaniu. Już stoicyzm uczył oddzielania faktów od interpretacji i osądów. Bezmyślnie piszemy swoje osądy, nie poddając tego autorefleksji. Co gorsza, w internecie nagle pojawiają się komentarze zachwalające (gloryfikujące) stosowanie kar cielesnych jako jedną z metod wychowawczych, które myślimy, że są słuszne. Cóż, to pokazuje naszą dojrzałość. Dojrzały człowiek nie ucieka się do aktów przemocy fizycznej, rękoczynów. Dojrzały człowiek bierze odpowiedzialność za wychowywanie dziecka, za komunikację, stawianie granic, naukę szacunku, słuchanie, ale też aktywne uczestniczenie w życiu dziecka, a nie bierne. Może nas nikt nie nauczył zdrowej komunikacji, tylko dla świętego spokoju lepiej uderzyć dziecko, bo sami nie radzimy sobie ze stresem i emocjami. Filozofia stoicka uczyła tego, by akceptować emocje, ale nie uciekać od nich, nie ulegać impulsom, reakcjom emocjonalnym. Dojrzały człowiek mówi „Stop” i pyta się: „jak mogę zareagować na tę sytuację?”. Uczenie dziecka szacunku w sposób autorytarny do niczego dobrego nie doprowadza. To jakby uczyć psa, który ma być posłuszny właścicielowi za pomocą rękoczynów. Taka gloryfikacja kar cielesnych i nieomylność w swoich przekonaniach bez poddawania ich osądowi, bez krytycznego myślenia, to przejaw głupoty. To, że pod wpływem emocji piszemy szybko różne osądy w komentarzach, ale i w ogóle to, co o tym sądzimy, pokazuje, jak sami mamy problem z oddzieleniem emocji od osądów. Czasem milczenie w świecie social mediów jest lepsze niż bezrefleksyjne pisanie komentarzy, które mają tylko utwierdzić nas w przekonaniu, zamiast pozwolić zastanowić się głębiej nad sensem naszych wniosków, które chcemy wyciągnąć. Tego niestety nie robimy.

Dziecko nie robi tego, co my chcemy, ale robi to, co obserwuje.

Często mówimy: „Mówię do dziecka, a ono mnie nie słucha”. Cóż, faktem jest to, że dziecko może nie robić tego, o co prosimy. Interpretacją jest to, czy ono w ogóle nie słucha, a może sami źle się komunikujemy? A może ono widzi, że sami zachowujemy się w dany sposób, a oczekujemy od niego, że ma zachowywać się inaczej? Co z tego, że psa chcesz nauczyć, by nie prosił o jedzenie pod stołem, skoro mu je dajesz? Dziecko nie poznaje świata wyłącznie przez to, co mu mówimy. Poznaje go przede wszystkim przez to, co robimy. I tak, co z tego, że powiemy, iż dziecko ma nie obrażać innych, kiedy my sami obrażamy swojego partnera/kę przy stole? Dziecko to widzi, nie jest ślepe na to, co my jako dorośli robimy. Klapsy wcale nie poprawiają zachowania dziecka, wzmacniają negatywne zachowania, choć wolimy żyć w iluzji i uważać, że jest inaczej. Agresja u dziecka także może pojawić się w wyniku wykształcenia jej poprzez doświadczenie lub/i obserwację osób, które wykazują przemocowe czy też agresywne zachowania. Z punktu widzenia psychologii społecznej mówimy o modelowaniu, czyli procesie zmiany zachowania (uczeniu się) poprzez obserwację i naśladownictwo innych. Nie dotyczy to tylko człowieka, ale i zwierząt. Przeprowadzone badania dotyczyły szympansów, które uczyły się wydobywać sok z pojemnika za pomocą rurki, gdzie szympansy stosowały różne techniki, jak zanurzanie rurki i zlizywanie soku albo zasysanie go bezpośrednio przez rurkę. (Yamamoto, S., Humle, T., & Tanaka, M. , 2013). [1] Badaniem nad społecznym uczeniem się poprzez modelowanie zachowania zajął się także Albert Bandura, amerykańsko-kanadyjski psycholog. „Bandura badał zachowania modelujące, w szczególności kiedy u dzieci modelowano gwałtowne i agresywne zachowania dorosłych (Bandura et al., 1961). Przeprowadził eksperyment z dużą lalką o wyglądzie klauna, którą nazwał Bobo. Okazało się, że na zachowanie dzieci decydujący wpływ miały konsekwencje, jakie spotkały nauczycielkę za zachowania wobec lalki.” [2] Badanie to pokazało, jak dzieci kopiowały zachowania poprzez obserwację uderzania lalki. Teoria społecznego uczenia się pomaga nam zrozumieć, dlaczego dziecko, które widzi, że dorosły rozwiązuje konflikt za pomocą siły, może przyswoić podobny sposób reagowania, kopiując zachowania dorosłych. Jak dorośli do siebie się zwracają, tak też dziecko będzie powielało takie wzorce. To my uczymy dziecko wartości i wzorców. Jeśli sami dorośli obrzucają się obelgami, piszą krytyczne komentarze, w których wyrażają się z pogardą, sami pokazujemy młodzieży i dzieciom wzorce, które one w końcu przyjmują, a my potem się dziwimy, że dzieci hejtują w sieci.

Znajdą się takie osoby, które powiedzą: „A mnie w domu bili rodzice i wyrosłem na dobrego człowieka”. Taki argument nie wykazuje słuszności kar cielesnych, a opiera się na przekonaniu, że wyrośliśmy na lepszych ludzi. Często sami nie dostrzegamy swoich wad charakteru czy tego, jak w domu odnoszono się do nas lub do innych członków rodziny, powielając nieświadomie te wzorce zachowania. Często sami nie poddajemy się autorefleksji i introspekcji. Próbujemy wzmacniać swoją samoocenę, wykazując brak pokory wobec siebie (pycha i arogancja). To przejaw maski, jaką na siebie nakładamy (mechanizm obronny). Wolimy żyć w iluzji, w zaprzeczeniu, zamiast przyznać sobie prawdę o sobie. Jeśli widzieliśmy złe wzorce w dzieciństwie, trudno, byśmy wynieśli jakieś wartości, z którymi żyjemy na bakier, czyli mowa o szacunku, miłości, empatii, mądrości, rodzinie, pokorze, odpowiedzialności czy prawdzie. Może sami wykazujemy brak umiejętności społecznych, komunikacyjnych czy rozwiązywania problemów rodzicielskich, zakrywając swoje braki w wiedzy klapsem, bo tylko tak postrzegamy „język komunikacji i wychowania”. Czy rzeczywiście poświęcamy tyle uwagi dzieciom? Czy aktywnie uczestniczymy w ich życiu, czy biernie? Nie chcemy wysłuchać dziecka, ignorujemy jego problemy, nie wspieramy go, arogancko traktujemy jego zdanie, nie potrafimy stawiać granic, ale też nie potrafimy sami szukać rozwiązań, używając łatwych metod, bo „tak było w rodzinie”, „bo tak kiedyś było”. To, co kiedyś było, nie znaczy, że było lepsze i odwrotnie. Szkoła jest miejscem nauki, ale człowieczeństwo wynosimy z domu. Jeśli sami nie umiemy rozmawiać i komunikować się z innymi, to mamy także problem z komunikacją z dziećmi. Autorytaryzm nigdy do niczego dobrego nie doprowadził, a jego skutki widzimy w zaszłościach historycznych, podobnie jak konsekwencje, jakie niesie ślepe posłuszeństwo.

Nie powinniśmy pytać, co się stało z młodzieżą, z naszymi dziećmi. Pytanie powinno brzmieć: co my robimy jako dorośli, że zawiedliśmy w wychowywaniu? Jaki pokazujemy świat, który my jako dorośli kreujemy? Zanim zaczniemy czegokolwiek wymagać od innych, zacznijmy wymagać od nas samych. Nikt nie rodzi się idealnym człowiekiem czy rodzicem, ale możemy budować umiejętności rodzicielskie, wyciągając wnioski z naszych błędów, a także poprzez pracę nad sobą, nad naszym charakterem. My tylko wymagamy od innych, ale już niczego od nas samych. W końcu to nasze dzieci słyszą nasze słowa, ale przede wszystkim uczą się z naszych czynów. Może czas przestać wyszukiwać błędy nieustannie bez autorefleksji. Może czas przestać pisać bezmyślnie o karach cielesnych, zamiast zapytać: jak możemy poprawić siebie jako dorośli, by przekazać dobre wzorce naszym dzieciom? Cóż, jako społeczeństwo mamy tendencję do życia bezrefleksyjnego, żyjąc w nieświadomy sposób. Wolimy utwierdzać nasze przekonania, niż stawić im czoła i zastanowić się, czy to, co ja sądzę, jest prawdą? Z czego wynikają moje wnioski? Czy przyjmuję poglądy od innych, czy są poparte faktami? Czy są wynikiem moich wniosków, doświadczeń?

Dorosły podnosi rękę, a potem mówi o szacunku – hipokryzja i głupota.

Zwolennicy kar cielesnych bardzo próbują racjonalizować argument o tym, że dzieciom potrzebne są kary cielesne, bo tylko w taki sposób się nauczą czegokolwiek. Cóż, to pokazuje, że albo żyjemy w iluzji, albo niechętnie jesteśmy skorzy do nauki i wyciągania wniosków. Czasami mam wrażenie, że zachowania i poglądy dorosłych są bardziej przytłaczające niż same zachowania dzieci i młodzieży. Cóż, problem z dojrzałością społeczeństwa wybitnie pokazuje, że mamy problem z rozumieniem emocji, umiejętnościami komunikacyjnymi i chęcią rozwijania siebie, a nie powtarzania wzorców, gdzie przez wiele lat przodkowie nie mieli innych narzędzi i dostępnej wiedzy, jaką mamy dziś, gdy wychowywano dzieci w taki sposób, jak umiano. To nie dowodzi, że to było lepsze wychowanie. Po prostu robili tak, jak umieli. Mamy dziś wiedzę, badania o tym, jak dzieci rozwijają się, jak możemy wychowywać dzieci bez przemocy, a co my robimy? Próbujemy odrzucać wiedzę w imię konformizmu. No bo po co nauczyć się czegoś nowego, po co zdobywać nową wiedzę, skoro lepiej robić coś bez namysłu.

To, że ktoś przeżył określone doświadczenie, nie oznacza, że było ono dobre, potrzebne ani warte powtarzania. To, że kiedyś prano ręcznie – to co, mamy przestać prać w pralce, bo było lepiej? To co, mamy przestać jeździć samochodami, bo kiedyś ludzie jeździli powozami? Dziecko, które dostaje klapsa, nie zawsze rozumie, dlaczego jego zachowanie było niewłaściwe. Może natomiast bardzo szybko zrozumieć, że silniejszy ma prawo użyć siły wobec słabszego, jeśli uzna to za uzasadnione. Że kiedy kończą się argumenty, można sięgnąć po rękę, a strach jest sposobem na osiągnięcie posłuszeństwa. Potem niestety ci, którzy utwierdzają się w przekonaniu, że skoro sami rodzice stosowali wobec nich kary cielesne, to wyszli na ludzi, w życiu dorosłym sami mają problem ze stawianiem granic. Łatwo dajemy się oszukiwać, nie umiemy wyrazić prośby w pracy, ulegamy ciągle presji, a w domu nie umiemy rozmawiać z partnerką lub partnerem. Nie umiemy odmówić szefowi prośby o ciągłe nadgodziny, bo sami baliśmy się postawić i powiedzieć „nie”. Nie można zaprzeczyć, iż w społeczeństwie ciągle mamy duże problemy ze stawianiem granic, z asertywnością. W domu modelujemy zachowania – posłuszeństwo wobec autorytetu, w szkole – posłuszeństwo wobec nauczyciela, w życiu – posłuszeństwo wobec przywódców politycznych, szefów. Dziecko nie powinno uczyć się szacunku do silniejszego. Powinno się uczyć szacunku do drugiego człowieka — niezależnie od tego, kto jest silniejszy. Nie chodzi o to, by nie stawiać dziecku granic, nie wyciągać konsekwencji czy czegoś nie wymagać. Chodzi o to, by uczyć dziecko pewnych zasad, wartości, granic, ale bez przemocy i języka przemocowego. Granica postawiona spokojnie nie jest tym samym co granica wymuszona bólem. Dziecko też ma wartość, jest to istota, która posiada godność człowieka, a tym bardziej nie jest naszą wyłączną własnością! Zabrakło nam nauk, lekcji, jakie przekazywał nam polsko-żydowski pedagog i lekarz Janusz Korczak. Janusz Korczak uczył, iż w procesie wychowywania dziecka ważny jest szacunek dla podmiotowości dziecka (dziecko to człowiek, ale mały), akceptacja i wolność w popełnianiu błędów, mądre opiekowanie się dzieckiem zamiast nadmiernej kontroli (nadopiekuńczości), czy też partnerstwo i sprawiedliwość (uczenie dzieci odpowiedzialności za wspólnotę i odpowiedzialność dorosłych za wychowywanie i pracę nad sobą).

Bunt nastolatka jest normalnym przejawem dojrzewania, które ma przyczyny biologiczne i psychologiczne. W procesie dojrzewania u nastolatka rozwijają się różne części mózgu (niedojrzałość kory przedczołowej – układ limbiczny (emocje), kora przedczołowa (logiczne myślenie, przewidywanie konsekwencji, samokontrola)). To wpływa na reakcje emocjonalne, jakie mogą pojawić się u nastolatków, którzy mogą skrajnie wyrażać emocje, np. poprzez gniew. Także wpływ hormonów rzutuje na wyrażanie emocji i na zachowania (m.in. testosteron, estrogeny, kortyzol (hormon stresu)). Bunt nastolatka jest wynikiem ewolucji. Często zapominamy o tym, że na pewnym etapie rozwojowym u nastolatka będą pojawiać się niekiedy skrajne reakcje, będzie bardziej się buntować czy też rozwijać swoją autonomię. Rolą rodzica nie jest walka z nastolatkiem, a wspieranie go w procesie dorastania, pomaganie nastolatkowi w rozumieniu jego własnych emocji, granic i skutków jego zachowań. A my działamy po omacku, wierząc, że lepiej wiemy, jak należy wychowywać, zamiast szukać wiedzy i pracować nad lepszą komunikacją między rodzicem a nastolatkiem.

Na zakończenie warto odnieść się do różnych ważnych wniosków związanych z tematem niniejszego eseju. Przede wszystkim warto zwrócić uwagę na to, że nie każde trudne zachowanie dzieci czy nastolatków wynika z błędów wychowawczych. Na to też wpływają inne czynniki, jak chociażby wpływ rówieśników na zachowanie nastolatka, środowisko szkolne czy też doświadczenia osobiste. Nie chodzi o to, by obwiniać rodziców za wszystko, ale też by nie zwalniać dorosłych z ich części odpowiedzialności. Nie oczekujmy, że nauczyciele czy szkoła rozwiążą wszystkie problemy, ale też nie oczekujmy, że klaps rozwiąże jakikolwiek problem. Autorytetu rodzica nie buduje się na autorytaryzmie w wychowaniu, a na przekazywaniu wzorców, wartości, spójności między słowami a czynami czy też jasnych i stałych granicach. W wychowywaniu dziecka trzeba aktywnie uczestniczyć w jego życiu, a nie biernie. Aktywnie trzeba go słuchać, wspierać, rozwijać jego odporność psychiczną, ale też kiedy trzeba, umieć stawiać granice i ustalać zasady. Życie nastolatka w świecie social mediów wynika z tego, że sami aktywnie nie uczestniczymy w jego życiu i nie spędzamy z nim czasu. Zamiast tego krytykujemy, osądzamy, oceniamy czy karcimy za każdy błąd. Wywieramy nieustanną presję, nie szanujemy jego zdania czy nie chcemy porozumiewać się z dzieckiem, tylko nieustannie walczymy. Nie wychowujmy dzieci do posłuszeństwa za wszelką cenę, ale do odpowiedzialności, empatii i szacunku. I pamiętajmy, że nie możemy skutecznie uczyć ich, by pokojowo rozwiązywali konflikty, jeśli sami w konflikcie sięgamy po przemoc.


Przypisy:
  1. Yamamoto, S., Humle, T., & Tanaka, M. (2013). Basis for Cumulative Cultural Evolution in Chimpanzees: Social Learning of a More Efficient Tool-Use Technique. PLOS ONE, 8(1), e55768, Basis for Cumulative Cultural Evolution in Chimpanzees: Social Learning of a More Efficient Tool-Use Technique | PLOS One, https://journals.plos.org/plosone/article?id=10.1371/journal.pone.0055768
  2. OpenStax, Psychologia, 6.4. Uczenie się przez obserwację (modelowanie), https://openstax.org/.../6-4-uczenie-sie-przez-obserwacje...

Komentarze

Polecane inne wpisy do przeczytania:

Sosy, klasyfikacja sosów i ich przyrządzanie z punktu widzenia sztuki kulinarnej i technologii gastronomicznej. Technologia gastronomiczna i sztuka kulinarna.

Sposoby układania sztućców na talerzu podczas i po konsumpcji

Stres świąteczny i presja świąteczna. Jak sobie z tym poradzić, by święta były dla nas mniej stresujące i trudne? Psychologia.