Gdy smutek staje się depresją, a lęk stanami lękowymi. Granica między życiem a diagnozą. Ciemna strona współczesnej psychologizacji i medykalizacji. Psychologia i filozofia.
Na YouTube mamy coraz więcej kanałów o tematyce psychologicznej. Na Facebooku pojawiają się rolki o zaburzeniach i zachowaniach ludzi. Na rynku mamy mnóstwo dostępnych książek o tematyce psychologicznej i rozwoju osobistego, a w TV poznamy opinie psychologa czy psychoterapeuty na dany problem egzystencjalny czy zdrowia psychicznego. Z jednej strony społeczeństwo coraz bardziej obeznaje się z wiedzą psychologiczną i ma świadomość na temat zdrowia psychicznego i zachowań ludzkich, z drugiej strony mamy ciemną stronę tego zjawiska, o którym będzie mowa w niniejszym poście o tematyce psychofilozoficznej, czyli medykalizacji i psychologizacji. Ponieważ jest to dość istotny problem współczesnych czasów, warto poświęcić dużo uwagi temu tematowi, by zwrócić uwagę na negatywne aspekty związane z nadużywaniem diagnoz psychologicznych i psychiatrycznych oraz diagnozowania każdego problemu z pozycji psychologicznej. Wyjaśnimy, jaki negatywny wpływ ma to zjawisko na nasze życie. Dużo rozważań na ten temat będzie miało charakter filozoficzny.
Do napisania tego postu skłoniło mnie to, że od pewnego czasu na kanałach psychologicznych na YouTube wielu ludzi zbyt pochopnie ocenia innych pod wpływem materiałów, które oglądają. Wystarczy, że psycholog, terapeuta, a może jakiś inny specjalista mówi o narcyzmie, a masa ludzi już w komentarzach ocenia członków rodziny, znajomych czy nawet partnerów pod kątem narcyzmu. Także skłonił mnie do napisania tego wpisu autor jednego z blogów popularnonaukowych o tematyce biologicznej i psychologicznej, w którym zwrócił uwagę na powszechne zjawisko, jakim jest nadużywanie języka psychologicznego w życiu codziennym, ale także rozważania filozoficzne Michela Foucaulta na temat medykalizacji. Z tego względu sam dostrzegam problem tego zjawiska, do czego też już poniekąd odniosłem się w poście na temat etykietowania ludzi i negatywnego wpływu pop-psychologii. [1, 2] O ile sam interesuję się filozofią oraz psychologią i łączę obie te dziedziny w różnych analizach czy rozważaniach psychofilozoficznych m.in. na moim blogu, to jednak uważam, by z rozsądkiem podchodzić do wiedzy psychologicznej i traktować ją jako źródło wiedzy, które może nam pomóc rozumieć nasze emocje, zachowania, myśli, osobowość czy też nasze zdrowie psychiczne – zwłaszcza że możemy używać różnych narzędzi, które mogą nam pomóc poradzić sobie z różnymi trudnościami. Jednak nigdy nie powinna być używana ta wiedza do diagnozowania siebie i innych czy też do analizowania wszystkiego pod kątem psychologicznym, nie mając dostatecznej wiedzy w danym obszarze naszego życia, gdzie samo rozumienie problemu tylko z punktu widzenia psychologicznego jest niewystarczające i nie wyjaśnia w pełni tego problemu.
Wiedza psychologiczna jest bardzo ważna i nieraz potrzebna, ale czy każde zachowanie, każdy problem należy oceniać przez pryzmat psychologiczny? Często myślimy, że wszystko jest zależne od człowieka, a wiele rzeczy jest źródłem problemów w nas samych. Przecież cierpienie ludzkie musimy zracjonalizować, a każdy problem ma naturę psychologiczną. Z drugiej strony odnoszę wrażenie, że dziś psychologia zdominowała filozofię, że czasami nie zastanawiamy się nad sensem cierpienia, nad własnym życiem. Psychologia może być użyteczna w naszym życiu, ale zapominamy też o filozofii. Może powinniśmy wrócić do filozofii, praktykowania takiej, która nas interesuje. Może być to stoicyzm, może być to np. egzystencjalizm, pytania siebie o nasze wybory, sens życia, cierpienia czy odpowiedzialność za własną egzystencję. Wiele problemów ma złożone wyjaśnienie, nie w jednej dziedzinie. I tak zachowania człowieka mają charakter nie tylko etyczny, ale i psychologiczny, socjologiczny, kulturowy, religijny, historyczny czy biologiczny. Także aspekty ekonomiczne mają wpływ na nasze wybory i decyzje. Dziś na każdy problem szukamy odpowiedzi, a że mamy dostępną wiedzę z zakresu psychologii, doszukujemy się u siebie lub u innych problemów natury psychologicznej. A może ja mam ADHD, może mam taki styl przywiązania, a może DDD. A może partner to narcyz, może ktoś, kto kogoś skrzywdził, ma osobowość psychopatyczną. A może dziecko ma jakieś zaburzenie, bo lubi przebywać w mniejszych grupach.
Im bardziej patrzę na social media, tym bardziej przerażony jestem tym, jak my wszystkich etykietujemy, diagnozujemy, myślimy, że wszystko lepiej wiemy – co kto ma i dlaczego tak, a nie inaczej się zachowuje. Ci, którzy najwięcej diagnozują i etykietują innych, sami mają wysokie mniemanie o sobie, nie praktykują autorefleksji lub też wywyższają się. Nikt nie zada sobie pytania: Jakie mam negatywne cechy charakteru? lub W jaki sposób mogę pracować nad sobą? Każdy z nas ma różne negatywne cechy charakteru (wady charakteru) – ja, Ty, każdy z nas. Nikt nie jest idealny. Nie chodzi o to, by biczować siebie, ale by być tego świadomym i rozwijać się poprzez pracę nad sobą, nad naszymi słabościami. My ciągle analizujemy innych, nie poddając autorefleksji własnego zachowania. Rozumiem, że relacje międzyludzkie mogą być mega wyczerpujące emocjonalnie. Czasami trafiamy na kogoś z różnymi wadami charakteru, które powodują trudności w nawiązywaniu relacji. Może faktycznie trafić się ktoś mega egoistyczny, lekceważący, mało empatyczny czy o skrajnych cechach narcystycznych. Czy jednak mamy prawo do robienia z siebie psychologa i diagnozowania kogoś? Możemy próbować zrozumieć zachowanie kogoś, jednak czy mamy etyczne i moralne prawo do używania diagnoz psychologicznych? Jeśli jesteśmy w trudnych relacjach, mamy wpływ na naszą postawę, nasze zachowania, nasze myśli, na to, jak reagujemy na zachowania innych. Nie mamy wpływu na czyjeś zachowania czy postawy. Już filozofia stoicka uczy nas nie tylko pokory wobec siebie, ale także koncentrowania się na rzeczach, na które mamy wpływ. Sami na przykład, widząc narcyzm u innych, zapominamy, że sami posiadamy cechy narcystyczne. W strukturze osobowości człowieka każdy posiada pewne cechy narcystyczne, które nie są skrajne i nie mają negatywnego wpływu na nas samych oraz na relacje międzyludzkie. Każdy może być asertywny, niezależny, pewny siebie czy też altruistyczny. Mogą być też osoby o skrajnych zachowaniach narcystycznych. Wówczas mowa o wadach charakteru tej osoby, czyli taka osoba wykazuje skrajne zachowania narcystyczne. Takie osoby mogą instrumentalnie traktować innych, być cynikami, egoistami, być bardzo wielkościowe, roszczeniowe, bardzo zawistne czy zazdrosne. W psychologii mowa też jest o rysie narcystycznym, czyli zestawie cech czy zachowań, które polegają na skupieniu się na sobie oraz wiążą się z trudnościami w okazywaniu empatii, ale nie są jeszcze zaburzeniem osobowości – nie spełniają kryteriów diagnostycznych do postawienia takiej diagnozy (granica normy). NPD to z kolei Narcissistic Personality Disorder, czyli narcystyczne zaburzenie osobowości, które diagnozuje się na podstawie wywiadu i przeprowadzonych testów psychologicznych, gdzie osoba diagnozowana musi spełniać odpowiednie kryteria diagnostyczne, by można było rozpoznać tego typu zaburzenie. O zaburzeniach osobowości był oddzielny wpis na blogu [3]. Taki brak dostatecznej wiedzy powoduje nieporozumienia i błędne rozumienie zachowań innych. Często opinie czy nasze diagnozy są nie tylko wynikiem zniekształceń poznawczych lub błędów poznawczych (o zniekształceniach poznawczych i o błędach poznawczych była już mowa na blogu [4, 5]), ale też sugerowania się wiedzą psychologiczną bez dokładnego rozumienia naszych zachowań i osobowości czy zbyt dużej pewności siebie co do osądów.
Psychologia to bardzo złożona dziedzina, w której w różny sposób możemy wyjaśnić zachowania człowieka. Występuje wiele nurtów psychologicznych i psychoterapeutycznych. Jednak jedną teorią nie da się wyjaśnić, dlaczego ktoś zachowuje się w taki sposób, w jaki widzimy, dostrzegamy. Samodiagnoza może zarówno pomóc, jak i zaszkodzić. Często na wszystko patrzymy i oceniamy zerojedynkowo. Zapominamy o tym, że psychika człowieka jest zbyt złożona, by coś wyjaśnić jedną teorią. Nie wszystko to zaburzenie. Nie każde zachowanie to skrajne zaburzenie. Może to być wynik temperamentu, osobowości, naszego charakteru, braku wglądu w siebie, ale też innych czynników, takich jak ekonomiczne, medyczne, socjologiczne czy kulturowe. I tak na przykład czynniki neurobiologiczne mogą być przyczyną zaburzenia osobowości, utrata pracy może spowodować poddanie się i wejście w alkoholizm, a potem bezdomność. Do tego dochodzą czynniki ekonomiczne, gospodarcze czy też socjologiczne, czyli to, jak zachowujemy się w grupie. Wystąpienie guza w obrębie mózgu może wpłynąć na nasz stan psychiczny, a depresja kliniczna może być wynikiem chorób, np. niedoczynności tarczycy, niedoborów witamin czy składników mineralnych oraz samego trybu życia. Sam tryb życia, warunki środowiskowe, w których żyjemy, kraj i kultura, w której funkcjonujemy, poziom ekonomiczny naszego życia, a nawet aspekt historyczny mają znaczenie. Na przykład przyjmowanie poglądów może być wynikiem aspektu religijnego. Aspekt wychowania ma też poniekąd znaczenie. Świetnie przedstawia to prof. Robert Sapolsky, amerykański biolog i neurobiolog ze Stanford University, który w książce „Zachowuj się. Jak biologia wydobywa z nas to, co najgorsze, i to, co najlepsze” wskazuje na złożoność czynników biologicznych i środowiskowych w zachowaniu człowieka. Sapolsky wyjaśnia ten aspekt na podstawie modelu wielowarstwowego, czyli każda warstwa aspektu związanego z zachowaniem człowieka wpływa na kolejną. Model opiera się na następujących osiach czasu i ich warstwach: sekunda przed – aspekt neurobiologiczny, sekundy i minuty przed – percepcja czy bodźce sensoryczne, godziny i dni przed – aspekt endokrynologiczny (hormony), tygodnie do miesięcy przed – neuroplastyczność, lata przed – rozwój płodowy i epigenetyka, setki lat do tysiącleci przed – aspekt kulturowo-socjologiczny i miliony lat przed – biologia ewolucyjna.
Kolejnym problemem jest to, że zbyt łatwo diagnozujemy siebie i innych, co może wpłynąć negatywnie na nas samych. Albo będziemy utożsamiać siebie z diagnozą (etykietą) bez dokładnych badań, na podstawie kilku objawów, które mogą być podobne do wielu zaburzeń, albo silne przekonanie co do źródła problemów, bez głębszych analiz, może powodować, że racjonalizujemy nasze problemy, a z drugiej strony nie zamierzamy pracować nad sobą, bo uważamy, że zmagamy się z zaburzeniem (zaburzenie jako tarcza ochronna i usprawiedliwienie). Samo utożsamianie siebie – „jestem borderline” lub „osoba borderline” zamiast „zmagam się z tym zaburzeniem” lub „ta osoba zmaga się z tym zaburzeniem” – wpływa na to, jak postrzegamy siebie, a nawet innych. Wiele problemów także nie musi wynikać z zaburzenia. I tak nie dostrzeżemy tego, że źle się wysypiamy, przepracowujemy się, źle się odżywiamy, mamy małą aktywność fizyczną, a do tego non stop żyjemy w stresie, co może powodować wyczerpanie fizyczne i emocjonalne oraz łatwe rozpraszanie się, a my zamiast dostrzec te przyczyny, szukamy diagnozy. Często osoby racjonalizują to, że dziś mamy duży odsetek diagnoz, bo mamy dużą świadomość na temat zaburzeń. I tak, i nie. Z jednej strony tak, z drugiej strony jest to wskutek wszechobecnej, nadmiernej psychologizacji i medykalizacji, gdzie nadmiernie szukamy przyczyn psychologicznych czy zaburzeń, i gdzie pod wpływem social mediów oraz ilości dostępnej wiedzy nt. psychologii diagnozujemy siebie i próbujemy zdjąć z siebie odpowiedzialność za nasze problemy. Z drugiej strony, jak wcześniej wspomniałem, mamy tendencję do diagnozowania innych jak leci. O ile sama wiedza o zaburzeniach czy na temat psychologii jest ważna, to należy zadać sobie pytanie: Czy nie popadamy w skrajność w łatwym ocenianiu siebie i innych? Czy widzimy człowieka cierpiącego, czy tylko etykietę-zaburzenie? Tutaj należy jasno zwrócić uwagę na to, że fakt, iż w internecie mówi się o różnych zaburzeniach czy problemach natury psychologicznej, nie oznacza, byśmy siebie i innych diagnozowali. Nie musimy wszędzie, na każdym kroku, używać języka psychologicznego i medykalizować wszystkiego jak leci. Jeśli mamy podejrzenie, że możemy się z czymś zmagać, powinniśmy udać się do psychologa lub do psychiatry na konsultację. Być może zmagamy się z jakimiś chorobami, które oddziałują na zdrowie psychiczne. Może to też być wynik stylu życia. Zamiast na każdym kroku wszystko psychologizować, możemy spróbować zrozumieć zachowania człowieka bez tej psychologizacji, np. koleżanka tak się zachowuje, bo być może ma taką osobowość albo przechodzi ciężki okres w życiu. Może ten partner jest wobec nas taki niemiły, bo posiada pewne negatywne cechy charakteru, które uniemożliwiają rozwiązanie sporu czy konfliktu w naszej relacji. Zamiast etykietować ludzi jako narcyzów czy psychopatów, możemy zrozumieć te osoby, które mają specyficzne wady charakteru (jakieś deficyty), mają trudny charakter lub mają deficyty moralno-etyczne. Sam dostrzegam zachowania wielu ludzi i nie potrzebuję do tego psychologizacji, ponieważ same zachowania człowieka mają głębsze źródło niż tylko źródło natury psychologicznej, o czym już wspomniałem wcześniej.
Patrząc na cierpienie ludzkie, jest ono wpisane w ludzką egzystencję z filozoficznego punktu widzenia. I tutaj filozofia egzystencjalna pomaga nam rozumieć istotę cierpienia ludzkiego. Na ten temat rozważało wielu filozofów. I tak np. niemiecki filozof Artur Schopenhauer powiedział: „Cierpienie jest istotą życia i wobec tego nie przychodzi do nas z zewnątrz, lecz jego niewysychające źródło tkwi w każdym. Gdyby cierpienie nie było najbliższym i bezpośrednim celem naszego życia, egzystencja nasza byłaby zupełnie bezsensowna”. Schopenhauer uważał, iż człowiekiem rządzi ślepa i bezrozumna siła, jaką jest wola życia. Każde niezaspokojone pragnienie przynosi uczucie bólu, jego chwilowe spełnienie przynosi nudę, przez co w naszym życiu występuje wahadło między nudą a cierpieniem. To właśnie błędne koło, jakie pojawia się w naszym życiu pomiędzy pragnieniem a frustracją, staje się źródłem cierpienia. W naszym życiu każdy z nas ma gorsze okresy, kryzysy życiowe, które powodują także cierpienie mentalne. Możemy także doznać kryzysu egzystencjalnego. Stoicy z kolei uważali, że to, jak interpretujemy wydarzenia, zdarzenia, staje się źródłem cierpienia. Stoicy uważali, że trudne sytuacje życiowe, kryzysy czy ból fizyczny są nieuniknioną, a zarazem naturalną częścią życia. Wiele wydarzeń wynika z praw natury (logos), a stoicyzm uczył nie tylko akceptacji rzeczywistości takiej, jaka jest, ale też koncentracji na rzeczach, na które mamy wpływ. Friedrich Nietzsche, niemiecki filozof, odniósł się do cierpienia w ten sposób: „Nie wiem, czy cierpienie czyni nas lepszymi, ale na pewno czyni nas głębszymi”. Głównym założeniem cierpienia wg filozofii Nietzschego jest m.in. Amor Fati, czyli akceptacja cierpienia jako części naszej egzystencji (naszego życia), zamiast próbować je eliminować. Nietzsche o cierpieniu pisał tak: „Człowiek, najodważniejszy ze zwierząt i najbardziej przyzwyczajony do cierpienia, nie odrzuca samego cierpienia; pragnie tego, nawet tego szuka, pod warunkiem, że pokazano mu sens, cel cierpienia. Bezsensowność cierpienia, a nie samo cierpienie, była przekleństwem, które dotąd spoczywało na ludzkości” (Friedrich Nietzsche, O genealogii moralności (niem. Zur Genealogie der Moral), 1887). Filozofia buddyjska Zen określa cierpienie jako Dukkha, fundamentalny element ludzkiej egzystencji (cierpienie jest nieodłącznym elementem naszego życia), a podstawą nauk buddyjskich nt. cierpienia są Cztery Szlachetne Prawdy. To takie krótkie odniesienia do tego, jak niektórzy filozofowie lub nurty filozoficzne odnosili się do cierpienia.
Jeśli zatem ludzkie cierpienie jest elementem naszej egzystencji, czy musimy medykalizować każdy kryzys, każdy smutek, każdą żałobę po stracie kogoś bliskiego czy lęk przed przyszłością, używając do tego języka medycznego i psychologicznego? Nie. Są one naturalną częścią naszej egzystencji. Jeśli pewien stan dość długo się utrzymuje, a jakość życia diametralnie się pogarsza, wówczas faktycznie warto udać się do specjalisty od zdrowia psychicznego. Niemniej jednak nie należy skrajnie podchodzić do cierpienia, do problemów ludzkiej egzystencji i nadmiernie używać do wszystkiego języka psychologicznego czy medycznego. Masz smutek – depresja, lęk – stan lękowy, ktoś czasami zachowuje się egoistycznie – narcyz, ktoś kogoś krzywdzi – psychopata, ktoś jest rozkojarzony – ADHD, krótka żałoba – depresja, każde trudne wydarzenie z życia dziecka – trauma, introwertyzm – fobia społeczna. Dziś w relacjach międzyludzkich wyszukuje się red flagów – o dziwo, jest to termin często używany przez psychologów. Zamiast koncentrowania się na tym, jak budować relacje międzyludzkie i jak akceptować swoje i czyjeś wady, jak wspólnie komunikować się w relacji, doszukujemy się red flagów. Do wszystkiego przypina się słowo „toksyczny”, nadużywając tego terminu. A jeszcze ciekawsze jest to, że pod wpływem filmików o narcyzmie wszyscy widzą narcyzów wokół siebie. Nie twierdzę, że ktoś nie miał kogoś, kto posiadał wady charakteru z silnymi cechami narcystycznymi. Nie umniejszam tego, że być może te relacje były mega trudne czy wyczerpujące. Zamiast szukać diagnoz i etykietować, warto zadać sobie kluczowe pytania: Dlaczego ja tak postrzegam inne osoby? Czy oceniając w ten sposób kogoś, zachowuję się w porządku wobec siebie i innych? Czy ja w ten sposób postępuję w zgodzie z moimi wartościami? Co ja wniosłem/am do tej relacji? My, zamiast autorefleksji i szukania porozumienia, wyszukujemy wady u innych, nie widząc swoich. Nie chodzi o biczowanie siebie, ale o to, by być uczciwym wobec siebie. My też mamy negatywne cechy charakteru (jakieś wady charakteru) i z czymś się zmagamy. Jeśli faktycznie takie relacje wpływają na nas negatywnie psychicznie, emocjonalnie, bądź co gorsza, ktoś wobec nas stosuje różne formy przemocy, to jak najbardziej powinniśmy reagować i działać. Jednak szukanie wad u innych nie sprawi, że nasze relacje będą lepsze. Dziś do różnych zjawisk społecznych, kulturowych czy do każdych zachowań ludzkich używamy nadmiernie pojęć czy terminów z psychologii lub psychiatrii, co nazywamy psychologizacją lub medykalizacją. Na temat medykalizacji rozważał francuski filozof Michel Foucault. O podobieństwie i cienkiej granicy między rozumem a obłędem Foucault w „Historii szaleństwa w dobie klasycyzmu” pisał tak: „Bez wątpienia, pomiędzy kształtami rozumu a kształtami obłędu zachodzi duże podobieństwo. Jest ono też niepokojące: po czym rozpoznać w rozsądnym uczynku, że spełnił go obłąkany, a w niedorzecznym szaleństwie, że jest dziełem człowieka na co dzień mądrego i rozważnego?”. Medykalizacja wg Foucaulta polega na tym, że każdy obszar życia człowieka jest opisywany z pozycji języka medycznego. To, co dawniej uważano za normę kulturową, obyczajową, moralną, czy też za naturalną część ludzkiej egzystencji, np. żałobę, zostaje poddane językowi medycznemu, patologizując „normalność”. Często niestety społeczeństwo ocenia to, czy dane zachowanie jest normalne, czy nie. I dziś każdą odmienność ocenia się jako „zaburzoną” czy „nienormalną”, co staje się szufladkowaniem ludzi i przyzwalaniem na etykietowanie ich, stąd niepokojące jest to, jak ochoczo używamy języka psychologicznego lub psychiatrycznego, bez zastanowienia się i bez refleksji. Niestety, Foucault zauważył jeszcze coś innego – medykalizacja stanowi potężne narzędzie kontroli społecznej i biowładzy. Każda odmienność uważana była kiedyś za nienormalną, przez co próbowano ją medykalizować, np. reakcjom kobiet na opresję społeczną przypisywano histerię, a odmiennej orientacji seksualnej – chorobę psychiczną/zaburzenie (dawniej homoseksualizm był traktowany jako zaburzenie – był umieszczony na liście DSM). Osoby chore psychicznie traktowano kiedyś niehumanitarnie, stanowiło to niestety narzędzie do kontroli społecznej i wykluczenia. Dziś niestety nadal występują różne formy stygmatyzacji osób cierpiących na różne zaburzenia psychiczne, czy też wobec osób m.in. o odmiennej orientacji seksualnej (forma władzy nad drugą osobą w wielu wymiarach). Także dostrzeżono nadmierną medykalizację różnych problemów społecznych w okresie II wojny światowej, co stało się elementem władzy wobec różnych grup społecznych. To, że dziecko jest nieśmiałe, nie oznacza, że musimy używać języka medycznego/psychologicznego. To, że ktoś ma inne poglądy, nie oznacza, że musimy etykietować tę osobę jako „osobę nienormalną”. To, że ktoś czasami zapomina lub nie ma siły robić wszystkiego, nie oznacza, że musimy znów diagnozować na siłę tę osobę, bez głębszego jej zrozumienia.
Piszę o tym, gdyż przykre jest to, jak ludzie zatracili się w obliczu wszechobecnej normalizacji w aspekcie nadużywania języka psychologicznego lub nazw zaburzeń psychicznych. Kwestie diagnoz pozostawmy psychiatrom czy psychologom. Psychologia wyjaśnia różne zjawiska psychologiczne czy też różne nasze zachowania, niemniej jednak czy powinniśmy używać różnych nazw psychologicznych, czy medykalizować wszystko jak leci? Czy nie powinniśmy bardziej żyć autentycznie, akceptując inność, odmienność, autentyczność każdego z nas? Przecież jesteśmy ludźmi i patrzmy na człowieka jak na człowieka – z empatią. Zamiast diagnozowania siebie – spójrz na swoje życie, na swój tryb życia i na swoje zdrowie, a dopiero później ewentualnie możemy udać się do psychologa czy do psychiatry na konsultację. Zamiast diagnozować innych, wyszukiwać wiecznie wad u innych, patrzmy na innych z empatią, ze zrozumieniem, ale też zróbmy własną introspekcję. Zadawajmy pytania i bądźmy szczerzy wobec siebie, czy aby nasze zachowania są spójne z wartościami, czy mądrze postępujemy, gdy wszystkich oceniamy, sami nie widząc u siebie wad. Praktykujmy pokorę i pracę nad sobą. Trafisz na trudnych ludzi? Zaakceptuj to, że tacy są. Możesz stawiać granice, także możesz wspólnie szukać porozumienia. Możesz dystansować się od nich. Zamiast analizować znajomych, byłych partnerów, skupmy się na tym, na co mamy wpływ, odpuśćmy to, na co nie mamy wpływu. Jeśli ktoś cierpi, zmaga się z problemem, udziel mu wsparcia emocjonalnego, ale nie przyjmuj roli psychologa, terapeuty. Nie zajmuj się diagnozami i nie oceniaj pochopnie ludzi. I może przestańmy wszystko psychologizować, a bardziej zacznijmy żyć w zgodzie z jakąś filozofią. To, że opisuje się różne problemy natury psychologicznej czy różne problemy ze zdrowiem psychicznym, to nie oznacza, że mamy bezmyślnie tej terminologii używać, gdzie popadnie. A może mamy jakiś problem z dowartościowaniem się, z poczuciem własnej wartości, skoro ochoczo używamy nazw zaburzeń czy języka psychologicznego do etykietowania innych? Może przestańmy patrzeć na wszystko w kategoriach normalne czy nienormalne. To nie nasza rola, by osądzać innych.
Mam nadzieję, że po przeczytaniu tego wpisu u czytelnika pojawi się autorefleksja nad problemem, który poruszam w niniejszym tekście. Nie chodzi w nim o to, aby unikać szukania pomocy u specjalistów od zdrowia psychicznego czy samego języka psychologicznego do określania różnych zjawisk psychicznych, problemów natury psychologicznej lub nazw zaburzeń, których używają psycholodzy, terapeuci czy psychiatrzy, ale o to, by zwrócić uwagę na to, jak bezmyślnie i nadmiernie używamy języka psychologicznego i medycznego w naszym życiu codziennym. Nadużywamy go do doszukiwania się we wszystkim problemów natury psychologicznej i zaburzeń czy do umniejszania swoich lub czyichś doświadczeń, emocji oraz ludzkiego cierpienia w wyniku różnych kryzysów lub sytuacji życiowych, które są przyczyną ludzkiego cierpienia.
Przypisy:
- Etykietowanie jako zniekształcenie poznawcze, czyli pułapka myślowa, która niesie przykre konsekwencje dla nas, jak i dla innych. Czym jest etykietowanie i jak z tym sobie poradzić? Psychologia.
- Etykietowanie siebie i innych w dobie pop-psychologii i ich negatywny wpływ na nas i na innych. Psychologia.
- Czym są zaburzenia osobowości i jakie są rodzaje zaburzeń osobowości. Kto i w jaki sposób je diagnozuje? Psychologia.
- Zniekształcenia poznawcze. Czym są zniekształcenia poznawcze? Przykładowe zniekształcenia poznawcze, jakie wyróżnia się w psychologii.
- Błędy poznawcze. Czym są błędy poznawcze? Przykładowe błędy poznawcze, jakie wyróżnia się w psychologii.




Komentarze
Prześlij komentarz
Zasady publikowania komentarzy:
1. Zachowaj kulturę wypowiedzi. Treści pełen obelg, agresji, wulgaryzmów jest nieakceptowalne i nieetyczne oraz będą usuwane! Tu jest miejsce do dzielenia się różnymi poglądami, a nie do spierania się, kto ma rację!
2. Komentarze muszą dotyczyć tematu niniejszego postu. Komentarze nieistotne oraz odbiegające od tematu będą kasowane!
3. Nie spamuj. Komentarze z linkami reklamowymi, treściami promującymi jakieś produkty, usługi itp. będą kasowane!
4. Szanuj prywatność. Zabrania się publikowania prywatnych danych osobowych osób trzecich!
5. Moderacja komentarzy. Administrator bloga zastrzega sobie prawo do moderowania komentarzy. Komentarze łamiące niniejsze zasady, mogą zostać usunięte!